Poradnik

Kategoria: Poradnik

Sesja noworodkowa w domu czy w studio?

Jeśli zastanawiasz się, czy wybrać sesję noworodkową w studio czy w domu, to ten przewodnik pomoże Ci podjąć decyzję.

Pokażę Ci zaraz 2 galerie zdjęć. Jedna pochodzi z mojego przytulnego studia, a druga to wybrane zdjęcia z domowych sesji noworodkowych, które wykonałam w domach moich Klientów. Zastanów się, na widok których zdjęć mocniej zabije Ci serducho. To na pewno pomoże zdecydować, która opcja jest lepsza dla Ciebie i Twojej rodziny.

1. Sesja noworodkowa w studiu

Jeśli zależy Ci na sporej kolekcji zdjęć samego maluszka, zwłaszcza słodko śpiącego, to może to być opcja dla Ciebie. Moje studio jest szalenie przytulne i ciepłe, do tego minimalistycznie urządzone. Neutralne tła i meble, jakie mamy do dyspozycji gwarantują, że 100% uwagi skupi się na Was. Nie ma tu kolorowych rozpraszaczy, koszyczków itp. gadżetów, są za to naturalne tkaniny oraz garderoba dla mamy i noworodka w kremowych odcieniach (gdybyście uznali, że czegoś Wam brakuje).

Sesja ma dość przewidywalny przebieg. Skupiamy się nie tylko na zdjęciach rodzinnych, ale także na fotografiach samego maluszka. Jest czas na karmienie, przewijanie i wszystkie potrzeby Waszej rodziny. Nie musicie się także martwić o przygotowanie domu do sesji. Zabieracie tylko najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą i przyjeżdżacie do mnie, gdzie wszystko jest już gotowe.

Otrzymacie ponadczasowe zdjęcia, do których przez długie lata chętnie będziecie wracać i Wy, i Wasze dziecko.

Po sesji noworodkowej w studio możecie się spodziewać zdjęć w poniższym klimacie:

2. Sesja noworodkowa w domu

Tu oprócz rodzinnych portretów uwiecznimy także pierwszy dom Waszej rodziny. Po latach pewnie będzie to stanowiło dodatkową wartość sentymentalną dla całej rodziny. Po zdjęciach możecie się spodziewać bardziej lifestylowego klimatu. Prawdopodobnie nie osiągniemy tu studyjnej perfekcji kolorów, kadrów, czy światła. Ale może właśnie w tych drobnych niedoskonałościach odkryjecie piękno i unikalność.

W trakcie domowej sesji noworodkowej może nam się nie udać uchwycić maluszka podczas snu. Jeśli więc na takich ujęciach Wam zależy, to zapraszam do mojego studia.

Zaletą sesji domowych jest brak ograniczeń co do wieku Maluszka. O ile na sesje studyjną najlepiej przyjechać w pierwszych 3 tygodniach życia dziecka, o tyle sesje noworodkowe w domach wykonuję do 6. tygodnia życia. Może to mieć znaczenie, jeśli po porodzie będziecie potrzebowali nieco więcej czasu na oswojenie się z nową sytuacją.

Oto przykładowe zdjęcia z domowych sesji noworodkowych moich Klientów:

Którą zatem opcję wybrać? Sesja w studio czy w domu? Obie opcje są świetne. Pytanie brzmi, które zdjęcia budzą w Was większe emocje.

A jak przygotować się do sesji noworodkowej?

Niezależnie od wybranej lokalizacji, po wstępnej rezerwacji terminu sesji otrzymacie ode mnie autorski przewodnik, który pomoże Wam przygotować się do sesji noworodkowej. Dzięki temu nie tylko będziecie mieli doskonałą pamiątkę rodzinną w postaci zdjeć, ale także przemiłe wspomnienia związane z samą sesją. Moi Klienci bardzo często doskonale wspominają ten dzień jeszcze przez długie lata. Tutaj możecie zapoznać się z rekomendacjami, w których opisują swoje doświadczenia z sesji:

Kiedy zarezerwować termin sesji noworodkowej?

Warto zarezerwować wstępny termin sesji noworodkowej jeszcze przed porodem, nawet kilka miesięcy wcześniej. Ja zapisuję sobie wtedy przewidywany termin porodu i tym samym rezerwuję dla Was jeden dzień w bliżej nieokreślonej okolicy. Jak tylko będziecie w komplecie, dacie mi znać i wtedy ustalimy konkretny termin. Jeśli jednak nie odezwaliście się do mnie przed porodem, warto dać mi znać nawet, gdy Maluszek jest już w domu. Mój grafik jest bardzo elastyczny, często przekładamy sesje nawet w ostatniej chwili. Jest więc duża szansa, że będę mogła się z Wami spotkać.

Moje studio znajduje się w Goleniowie. Na sesje domowe dojeżdżam do Szczecina, Goleniowa, Stargardu oraz okolic. Raz w miesiącu bywam także przez kilka dni w Warszawie.

Jak robić lepsze zdjęcia smartfonem

Kto by pomyślał, że nastaną czasy, gdy każdy będzie nosił przy sobie aparat fotograficzny. I to non stop! Bo założę się, że rzadko rozstajesz się ze swoim telefonem 😉

Skoro już mamy telefon zawsze w zasięgu ręki, to dlaczego nie mielibyśmy wykorzystać tego cuda techniki, jakim jest aparat fotograficzny? Nawet jeśli w szafie leży ciężka lustrzanka z kompletem obiektywów, to raczej rzadko mamy ochotę taszczyć ją ze sobą na rodzinnym spacerze. Skoro z taką łatwością możemy fotografować, to dlaczego nie mielibyśmy robić tego lepiej? Kilka wskazówek, jak to zrobić znajdziecie poniżej. Szanuję Wasz czas, będzie więc krótko, za to konkretnie.

No to jedziemy…

Kilka trików, o których warto pamiętać robiąc zdjęcia smartfonem

1.  Wyczyść obiektyw! Wybaczcie szczerość, ale muszę od tego zacząć. Nawet najlepszy pomysł na zdjęcie, ani genialne światło nie pomogą, jeśli obiektyw będzie zbiorem Waszych linii papilarnych. A nie sądzę, byście codziennie czyścili telefon. Ba! Założę się nawet, że obiektyw możecie mieć nieźle uciapany 🙂 Spokojnie, nie musicie mieć od razu szmatki z mikrofibry pod ręką (choć polecam!), wystarczy kawałek t-shirta, który macie na sobie. Od razu lepiej!

2.  Trzymaj telefon pewnym chwytem, najlepiej zaangażuj do tego obie dłonie. Niezależnie od tego, jak bardzo zaawansowany technicznie macie aparat, brak drgań tylko wyjdzie Wam na dobre. Sprawdźcie też, jak w Waszym modelu telefonu można wyzwolić migawkę. Prawdopodobnie oprócz kliknięcia palcem jest jeszcze opcja jakiegoś przycisku, np. ustawienia głośności. Może tak będzie Wam łatwiej, a już na pewno stabilniej.

3.  Nie używaj zooma! Nie, bo nie! Jakość obrazu dramatycznie spadnie, gdy tylko zrobicie ten magiczny ruch paluchami na wyświetlaczu. Nie przybliżajcie sztucznie tego, co fotografujecie. Użyjcie najlepszego zoomu na świecie- własnych nóg. Serio! Po prostu podejdźcie bliżej 😉

4. Nie szukaj słońca! To w zasadzie uniwersalna zasada, która dotyczy fotografowania każdym sprzętem. Wbrew pozorom piękna słoneczna aura wcale nie jest najlepszą porą na robienie zdjęć. No chyba, że mówimy o baaaardzo wczesnej porze lub złotej godzinie przed zachodem słońca. Jeśli jednak sięgamy po aparat w południe, darujmy sobie ostre słońce i poszukajmy cienia. Zwłaszcza, jeśli fotografujemy ludzi. Wierzcie mi, to szalenie ważne. W cieniu będzie wystarczająco jasno, a rozproszone światło dużo korzystnej oświetli Waszych modeli. Spójrzcie też nieco przychylniej na chmury, to najwspanialszy dyfuzor światła, jaki możecie sobie wymarzyć. Do tego darmowy 🙂

5. Ustaw ostrość! Nawet smartfony nie są wystarczająco smart, żeby przewidzieć, co autor miał na myśli. Wyobraźcie sobie, że zdjęcie, które chcecie zrobić ma kilka planów: dziecko, przed nim kotek, a za nim huśtawka. Wskażcie paluchem na wyświetlaczu, co ma być głównym tematem zdjęcia. Widzicie teraz wędrujący kwadracik i towarzyszącą mu zmianę jasności? Tylko w ten sposób Wasz telefon będzie wiedział, które miejsce w kadrze ma być nie tylko najlepiej wyostrzone, ale i oświetlone. Pewnie nie przypuszczaliście, że ten maleńki drobiazg odpowiada i za ostrość, i za prawidłową ekspozycję. Mała rzecz a cieszy 😉

6. Selfie = patrz w obiektyw!  Jeśli używacie przedniego obiektywu (przy okazji: zauważyliście, że jest gorszej jakości?) do zrobienia selfie, nie patrzcie w swoje oczy na wyświetlaczu, tylko w tę maleńką kropeczkę, która kryje w sobie obiektyw. Wiem, to trudne, ale spróbujcie zapamiętać 🙂 Poza tym, jeśli robicie takie zdjęcie w pomieszczeniu, nie ustawiajcie się tyłem do okna, tylko przodem. Niech dzienne światło z okna ładnie Was oświetli, przy czym eksperymenty z kątami są bardzo wskazane.

7. Temat zdjecia + światło + kompozycja! Oto przepis na udane zdjęcie. Niezależnie od rodzaju aparatu jaki używacie, ze smartfonem włącznie. Ale zdaję się, że to już rozwiniemy przy innej okazji…

A zatem! Smartfony w dłonie i do dzieła! Utrwalajmy cudne chwile tym, co mamy akurat pod ręką.

Jeśli uważacie, że to, co tu dla Was zebrałam ma sens, jeśli choć jedną radę postanowicie wcielić w życie, udostępnijcie proszę ten post. A może przyda się jeszcze komuś…